To, co najważniejsze ... #1



Mijają kolejne tygodnie słuchania ...  

Okres natężonego wprowadzania zmian, prób i i podejmowania eksperymentów jest - mam wrażenie -  w zasadniczej części już za mną. Co prawda, czeka mnie jeszcze zakup dywanu o większej powierzchni - wpływ brzmieniowy pokrycia podłogi jest czynnikiem bezdyskusyjnie pozytywnym i zdecydowanie - w mojej opinii - koniecznym. 

Obecne ustawienie głośników względem ścian i miejsca odsłuchu również postrzegam jako "docelowe". Podejmowałem próby wprowadzania drobnych zmian w odległości głośników względem siebie, jak i kąta ich dogięcia w stosunku do miejsca odsłuchu - w ostatecznym rozrachunku doprowadzały mnie jednak do punktu wyjścia - nie odczuwałem potrzeby dokonania zmian w tym zakresie. 

Jedyną zmianą jaką zastosowałem było postawienie obudów na na prowizorycznych podstawach z książek. Obniżyło to wysokość na której znajduje się Altec o około 9 cm, i mam wrażenie, że nieco zmieniło to charakter brzmienia niskich częstotliwości. Wydaje mi się, że brzmienie stało się nieco pełniejsze - i choć jest to efekt dość subtelny, to jednak odczuwalny przy słuchaniu z niską głośnością. Jeśli to wrażenie się utrzyma, pomyślę o zbudowaniu ramy o wysokości 5 cm (typu jak na zdjęciu poniżej)


i rezygnacji z kół - są one potrzebne jedynie przy przesuwaniu głośników, czego od dłuższego czasu nie robię ...

Oczywiście, ewolucja odbioru postępuje, ale zdecydowanie rośnie przede wszystkim ilość czasu jaki poświęcam na słuchanie albumów. I to muzyka jest tu zasadniczym przedmiotem analizy - brzmienie systemu schodzi w tym aspekcie niejako na dalszy plan ... 

Zauważam także poszerzanie się zakresu tematycznego słuchanej muzyki. Obecnie często słucham rzeczy bądź mi nieznanych (pomijane wcześniej płyty znanych wykonawców), bądź wracam do płyt których nie słuchałem przez lata. 

Ostatnio urządziłem sobie sesję z kilkoma płytami "Talking Heads" pochodzącymi z różnego okresu twórczości. Zabrzmiały bardzo ciekawie, prezentując w znakomity sposób skomplikowaną fakturę rytmiczną utworów tej grupy. A specyficzny sposób realizacji tych płyt potrafi sprawić kłopoty wielu systemom - potrafią one - o czym sam się niejednokrotnie przekonałem - brzmieć "nerwowo", drażniąc natłokiem gęsto upakowanych dźwięków. Odsłuch tandemu Altec/Crimson sprawił, że sposób zarysowania warstw rytmicznych oraz "drive" tych nagrań jeszcze chyba chyba jeszcze nigdy w ten sposób do mnie nie przemówiły. Hipnotycznie powtarzane motywy stanowiące osnowę wielu utworów budowały ich niezwykłą atmosferę. Słuchane na niskim poziomie głośności "Fear od Music", "Remain in Light, "Speaking on Tongues" czy  "Naked" brzmiały wybitnie, w pełni prezentując niesamowitą mieszankę składników brzmieniowych tych znakomitych płyt. Z pewnością będę do nich wracał.

Intensywnie eksploruję także świat nieco mniej znanych wykonawców jazzowych. Lee Morgan, Jimmy Smith, Lou Donaldson, Kenny Burell czy Ahmad Jamal to tylko niektórzy z wykonawców których twórczość poznaję obecnie dokładniej. Z pewnością pozostaną w orbicie moich zainteresowań.

Zwłaszcza twórczośc Jimmy Smitha robi na mnie znakomite wrażenie. Słuchane przeze mnie "Groovin' At Small's Paradise", "The Cat", "The Sermon!" czy koncertowy "Root Down" to tylko drobny wycinek jego twórczości.  Specyficzny sposób gry i brzmienie jego organów wymaga naprawdę dobrego wypełnienia niskich częstotliwości. Samo wypełnienie nie może jednak zatracać akcentowania bogactwa i faktury niskich dźwięków jakie wydobywa on ze swojego instrumentu. Organy Hammonda to instrument naprawdę "trudny" dla wielu systemów - potrafią zdominować brzmienie, przytłaczając swoją potęgą całe nagranie. Wymagają umiejętności dokładnego przeniesienia błyskawicznie zmieniających się (pod względem ilości i głośności) naprawdę NISKICH częstotliwości - na wielu systemach potrafią zabrzmieć "bulgotliwie", jednostajnie i matowo -  zatracając w ten sposób całą finezję oddawanych dźwięków. 

Altec potrafi oddać ich brzmienie wręcz znakomicie, potrafiąc "ruszać" niskimi dźwiękami i (co ważne) nie wymagając przy tym konieczności uzyskania wysokiego poziomu dźwięku. Brzmienie jest po prostu bardzo czytelne i barwne, znakomicie oddając specyficzny klimat prezentowany przez poszczególne płyty. 

Generalnie, jazz lat 50-tych i 60-tych to muzyka którą mój system prezentuje naprawdę znakomicie. Brzmienie - choc analityczne, szczegółowe, precyzyjne i pełne - jest przede  wszystkim relaksujące, pozwalając na wielogodzinne słuchanie.

Sprzyja temu z pewnością sposób realizacji - przede wszystkim brak właściwej współczesnej muzyce zaawansowanej obróbki studyjnej. W tych nagraniach modelowanie brzmienia nagrań przede wszystkim odbywało się poprzez odpowiednie ustawienie mikrofonów. W ten sposób udawało się uzyskać absolutnie zdumiewające efekty. Upływ wielu lat w niczym nie szkodzi tej muzyce - słuchana współcześnie ukazuje ogromny kunszt ówczesnych realizatorów, akustyków i inżynierów dźwięku. Choć patrząc z dzisiejszego punktu widzenia dostępne im narzędzia wydają się więcej niż skromne, to jednak umiejętność ich perfekcyjnego wykorzystania robi ogromne wrażenie. Rzecz jasna, w tym okresie zdarzały się płyty także nieco gorzej nagrane - jednak "średnia jakościowa" realizacji tych nagrań budzi podziw do dzisiaj. Ta muzyka po prostu żyje. 

 


Komentarze

Popularne posty