Soundrebels - studium przypadku

 

SoundRebels (@SoundRebels) / Posts / X 

Portal Soundrebels.com to jeden z wielu portali recenzujących sprzęt audio. Zajmuje się publikowaniem recenzji szerokiego spektrum urządzeń - od głośników,wzmacniaczy, słuchawek czy streamerów po kable głośnikowe i sygnałowe oraz urządzenia określane jako "akcesoria". Recenzowane urządzenia (w zdecydowanej większości) należą do przedziału "drogie i bardzo drogie". 

Spośród wielu stron i portali, wyróżnia go bez wątpienia stylistyka tekstów recenzji. Wyróżnia go także brak podstawowej chociaż redakcji tekstu - brak akapitów przy wielokrotnie złożonych zdaniach powoduje szybkie zmęczenie czytającego. To nie tekst - to powierzchnia szczelnie wypełniona literami. Naprawdę fatalnie się to czyta.

Portal obserwuję od bardzo dawna, ostatnio jednak śledzę także jego profil na Facebooku. Są na nim prócz linków do recenzji, również zapowiedzi materiałów planowanych do publikacji przez Redakcję.

Ostatnimi czasy zauważam pewne zjawisko: W momencie kiedy pojawia się ZAPOWIEDŹ jakiegoś testu (co ciekawe, zwykle testu kabli czy jakiś akcesoriów), rozpoczyna się potok komentarzy. Nie są one generalnie przychylne. Komentujący, często naśladując stylistykę portalu, w złośliwy sposób, szyderczo "zgadują" jakież to zwroty, określenia i opisy zostaną w recenzji użyte. Mówiąc szczerze, mam wrażenie, że ma to charakter - używając słownika młodzieżowego - "robienia sobie beki" z tekstów redakcji. 

Ciekawych odsyłam do facebookowego profilu portalu ....

Zaskoczyło mnie to dość niezwykłe zjawisko i ciekaw jestem co jest jest źródłem takiej sytuacji. 

Oczywiście zawsze można przyjąć najprostsze i (wydawałoby się) najbardziej oczywiste tłumaczenie. Internetowa złośliwość, działania konkurencji zazdrosnej o zasięgi, wreszcie efekt frustracji tych których "nie stać" i czepiają się wszystkiego. Takie wyjaśnienie - nie wymagając jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji i wskazując na "przyczyny zewnętrzne" - jest tym samym bardzo wygodne.

Nie jestem jednak pewien, czy opisywane zjawisko może być w ten sposób wytłumaczone.

Myślę, że treść tychże komentarzy jest swoistą reakcją na dość szczególny sposób prezentowania treści przez portal.

Posłużę się cytatem:

(...) Wpięcie Tiglona w tor doskonale słychać i bynajmniej nie chodzi o sytuację, gdy porównujemy stan z i bez przewodu, bo jak wiadomo bez zasilania dźwięku spodziewać się nie ma co, lecz o fakt obecności jego „sygnatury”. Japońska sieciówka gra bowiem z niezwykłym entuzjazmem, żywiołowością i choć wyraźnie akcentuje oraz nieco przybliża pierwszy plan, to jednak cały czas zachowuje właściwe wysokiej półce wyrafinowanie i brak przesady. Jest to o tyle istotne, iż z racji angażująco rozświetlonej góry zbytnie nią epatowanie mogłoby niepotrzebnie podkreślić sybilanty, czy wręcz wwiercające się w synapsy partie dęciaków, dzwonienie blach, o bolesnej ognistości gitarowych riffów nawet nie wspominając a tym samym wywołać szybkie zmęczenie u słuchaczy niezdolnych dotrwać do końca albumu. A tak mamy brzmienie otwarte, świetnie napowietrzone i zarazem równie dynamiczne, co komunikatywne i choć miłośnicy pluszowych krągłości oraz lepkiej średnicy mogą czuć lekkie przytłoczenie nadmiarem serwowanych im bodźców, to śmiem twierdzić, że to nie wina samego przewodu, co nieco „odbiegających od normy” oczekiwań potencjalnych nabywców, choć jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Wracając jednak do meritum i mając na uwadze metrykę przedmiotowego przewodu, jak i powyższe uwagi odnośnie jego sygnatury nie omieszkałem przetestować go na odpowiednim, stanowiącym swoisty papierek lakmusowy repertuarze i sięgnąłem po albumy „Into The Purgatory” power metalowej, założonej w Osace formacji Galneryus a następnie po cudownie eklektyczny „殯――死へ耽る想いは戮辱すら喰らい、彼方の生を愛する為に命を讃える――。” („Shi e Fukeru Omoi wa Rikujoku Sura Kurai, Kanata no Sei wo Aisuru Tame ni Inochi wo Tataeru――”) Imperial Circus Dead Decadence z Fukuoki jednoznacznie unauszniające, że jak się chce, to da się połączyć jedwabistą gładkość z godną katany ostrością, która zapewniając wysokiej próby rozdzielczość a przez to wgląd w jedynie pozornie kakofoniczny rozgardiasz wszystko trzyma w czasowo-przestrzennych ryzach. Podobną rolę odgrywa tu bas – niezwykle zwinny, zróżnicowany i porażający tak natychmiastowością, jak i energią. Zarówno stopa, jak i prowadzone po „garach” blasty kopią szybciej i mocniej niż wystrzeliwane z minigun-a M134 serie a jednocześnie mogą pochwalić się właściwym wypełnieniem i odpowiednią wagą. Nie popadają tym samym w zbytnią chrupkość, która może i początkowo intensyfikować tempo rozgrywających się na scenie wydarzeń, lecz na dłuższą metę deficyt energetyczno-masowy jawiłby się jako wyraźne przesunięcie równowagi tonalnej ku górze i zbytnia zwiewność prezentacji. A takich zabiegów powyższy repertuar nie tylko nie lubi, co nie wybacza. Słowem krew z uszu gwarantowana. A na TPL-2000A mieliśmy szaleńcze galopady, lecz również dbałość o solidność basowego fundamentu i wypełnienie precyzyjnie kreślonych konturów.
Zmieniając repertuar na nieco spokojniejszy, czyli sygnowane przez Yosi Horikawę „Spaces” i „Impulse” do głosu doszła jeszcze zdolność kreowania ponadprzeciętnej przestrzeni i iście holograficznej trójwymiarowości. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że spory w tym udział miały same niezwykle dopieszczone pod tym względem nagrania, ale fakt pozostaje faktem, że zazwyczaj podobnymi walorami mogą pochwalić się po wielokroć droższe konstrukcje. A właśnie, co do głosu, to nie sposób nie wspomnieć, iż Tiglon w znany chyba tylko sobie sposób łączy bezkompromisowe odwzorowanie artykulacji z jednoczesnym praktycznie całkowitym brakiem podkreślania sybilantów („Kamereon” Susan Wong), czy zbytniej szorstkości („Best II” Chie Ayado), przez co ścieżki wokalne brzmią na tyle realistycznie, że śmiało możemy mówić o niebezpiecznym zbliżeniu się do brzmienia na żywo / w studiu, czyli poziomu intensywności dźwięku zbieranego przez mikrofony (...)

Link do całości: tutaj 

Zacytowany powyżej  fragment to moim zdaniem typowy przykład  "stylu recenzenckiego". Oznacza on snucie wizji i utwierdzanie potencjalnych przyszłych nabywców w uczestnictwie w czymś przełomowym. Wyraźnie widać próbę tworzenia elitarnej grupy użytkowników poprzez zakup "referencyjnych" ( to słowo magiczne) urządzeń i akcesoriów.

W obliczu krytycznego spojrzenia komentujących, Redakcja próbuje obrony przez atak. Niestety w mojej opinii dalece nieskuteczny - poza przejawami syndromu oblężonej twierdzy nie podejmuje jakichkolwiek rzeczowej próby polemiki.

Cytuję:

(...) Jak z pewnością zdążyliście Państwo zauważyć, z trudnych do wytłumaczenia powodów tematyka okablowania audio wzbudza równie skrajne emocje a tym samym żarliwe dyskusje co, odwołując się do futbolowej analogii, legendarna „ręka Boga”, lub jak twierdzą „złośliwi” samego Diego Maradony 22 czerwca 1986 na Estadio Azteca, kiedy to w ów cudowny sposób zdobył bramkę w ćwierćfinałowym meczu z Anglikami pokonując Petera Shiltona. O ile jednak w przypadku piłki kopanej na bezliku powtórek widać, że „Boski Diego” bezdyskusyjnie lewą, w dodatku górną, kończyną sobie pomógł parafrazując lansowaną przez pewną frakcję polityczną tezę jakoby „ten gol po prostu mu się należał”. Tymczasem zaimpregnowani na własnouszne doznania natury empirycznej kablosceptycy idą w zaparte, że skoro sprzęt spięty byle jak i byle czym gra to, cytując klasyka, „na #!$% drążyć” z trudną do zrozumienia naiwnością utożsamiając sam fakt działania z brakiem jakichkolwiek różnic, o możliwości poprawy nawet nie wspominając. I co może znaczną część naszych Czytelników zdziwić w pewnym sensie ich, kablosceptyków znaczy się, rozumiem, gdyż posługując się ich tokiem rozumowania, odpowiednio zawężając perspektywę poznawczą i zarazem odwołując się do ww. mundialowej metaforyki oglądając przedmiotowy mecz na „ośmiorniczce”, czyli 1,2” ekranie naręcznego Seiko DXA001 dopuszczam opcję, iż sam również szedłbym w zaparte, że ręki, czy to Najwyższego, czy też samego Diego tam nie było. Była za to bramka i to kończy temat. Jak jednak wiadomo zarówno czas, jak i podlegający jego prawom świat w miejscu nie stoją, technologie idą do przodu i to co czterdzieści lat temu zakrawało o klasykę SF jest dziś chlebem powszednim. Ekrany 4K, smartfony potężniejsze pod względem mocy obliczeniowej od niejednej jednostki stacjonarnej, wszechobecne AI a w audio streaming, pliki wysokiej rozdzielczości i przysłowiowe dzielenie włosa na czworo w High-Endzie udowadniającym, że praktycznie z dowolnego nośnika da się wycisnąć jeszcze więcej informacji a znaczenie w ich transmisji ma dosłownie wszystko (...)

Link do całości: tutaj 

Można zauważyć, ze określenie "kablosceptyk" pełni tu rolę przypisującą do kategorii osób nie znających tematu, nieosłuchanych i z definicji nie mających pojęcia o sferze zagadnień będących przedmiotem analiz Redakcji. A to już wygląda na przejaw jawnej pogardy dla cudzych opinii i doświadczeń. Wygląda na to, że jedynie właściwe jest przyjmowanie tez Redakcji. Tyle, że najwyraźniej (na co wskazuje opisywana sytuacja) nie brakuje osób niekoniecznie wierzących we wszystko co napisane ...

(...) Jak z pewnością większość zainteresowanych zdążyła zauważyć praktycznie każda internetowa wzmianka o kablach audio, ze szczególnym uwzględnieniem ich cyfrowych odmian, u jednostek naiwnie wierzących, iż dosłownie przesyłają one „zera i jedynki” w ich przypominającej tytuł albumu Ayreona („01011001”) binarnej postaci wywołuje silne reakcje alergiczne. Widok takowego – dedykowanego zastosowaniom Hi-Fi/High-End przewodu, zgodnie z odruchem Pawłowa, uruchamia u nich nadprodukcję żółci i migotanie przedsionków a następnie przemożną chęć zaznaczenia własnej obecności i odrębnego zdania w wątku, do którego nikt ich przecież nie zapraszał. Zupełnie nieistotny pozostaje fakt, iż zazwyczaj z przedmiotem publikacji nie mają absolutnie żadnych doświadczeń empirycznych, z resztą o doświadczenia z podobnymi mu produktami również, wychodząc z założenia, że jeśli coś działa na przemysłowej skrętce, bądź przewodzie do drukarki to temat można uznać za zamknięty i nie ma co drążyć. Zauważacie Państwo krótkowzroczność i wynikający z jakże wąskich horyzontów poznawczych błogostan? To tak jakby w kwestii oświetlenia zatrzymać się na etapie edisonowskiej żarówki a w motoryzacji na silniku dwusuwowym. W końcu świeci i jeździ, nieprawdaż? No nie. Przynajmniej dla osób, dla których sam fakt zadziałania nie jest celem samym w sobie i zakończeniem wszelkich dalszych działań a jedynie początkiem mozolnej drogi ku perfekcji i doskonałości. Dlatego też nawet nie tyle z uporem maniaka, co z czystej i niczym niewymuszonej atawistycznej ciekawości, gdy tylko w zasięgu znajdzie się coś mogącego wzbogacić naszą prywatną bazę doświadczeń a czasem również sprawić, że nasze systemy zagrają nie tylko inaczej, co po prostu lepiej z niekłamanym zainteresowaniem nad owym czymś w ramach naszych audiofilskich eksploracji i wynurzeń się pochylamy (...) 

Myślę, że powyżej zacytowany tekst jest wart uwagi i dogłębnej analizy .....

Służę linkiem ...

Soundrebels żyje z reklam - jak wszystkie tego typu portale. Zależności są proste - duża klikalność, dużo reklamodawców. Ciekawi mnie jednak co o twórczości Redakcji sądzą producenci i dystrybutorzy? Czy przychylają się do treści recenzji?

Oczywiście, z pewnością zależy im na reklamie i rozgłosie - po to wysyłają sprzęt do recenzowania. Jednak otoczka jaką tworzą wokół tego typu portale daje im chyba nie do końca przewidywany efekt. Obfituje on bowiem w raczej niezakładane skutki uboczne -tworzenie nieweryfikowalnych, baśniowych opisów nie mających odniesienia do realnej rzeczywistości -  nie sprzyja budowaniu wiarygodności technicznej producentów i dystrybutorów. 

Barwne opisy nawiązujące do rozmaitych technologii (także kwantowych!), testów w komorach termicznych, stopów wynalezionych w ostatnich miesiącach, przywoływanie trzyliterowych skrótów rozmaitych zastosowanych technologii ma tylko jeden cel - przekonanie potencjalnego nabywcy że ma do czynienia z czymś niezwykłym i przełomowym. Taka narracja to przekaz marketingowy fundamentalny dla budowy poczucia elitarności użytkownika. Te opisy nie mają niczego wyjaśniać - służą one WYŁĄCZNIE budowie kierowanego do odbiorców przekazu.

Jego treść jest dla mnie oczywista - "Nieważne że nie rozumiecie jak to działa (czy raczej MA działać). MY to słyszeliśmy i WIEMY że to działa. Wy macie tylko nam uwierzyć i potwierdzić waszą wiarę ZAKUPEM. A jak wiadomo - WIARA CZYNI CUDA. Więc NA PEWNO też TO usłyszycie".

 



 

 

Komentarze

Popularne posty