Przelicz emocje. Uśrednij wynik. Wygeneruj model


Niezbyt interesują mnie muzyczne nowości. Ich poszukiwanie nie jest dla mnie koniecznością. Ilość nieznanej mi muzyki powstałej w poprzednich dziesięcioleciach jest w moim odczuciu tak ogromna i potencjalnie interesująca, że skupiam się na jej odnajdywaniu, co częstokroć skutkuje nowymi muzycznymi fascynacjami.

"Nowi" wykonawcy po krótkim czasie wydają mi się w większości wtórni - mam wrażenie, że w zdecydowanej większości z lepszym lub gorszym skutkiem przetwarzają oni istniejące wcześniej koncepcje muzyczne.

Oczywiście można powiedzieć iż trudno współcześnie znaleźć całkowicie nowe, niewykorzystane wcześniej pomysły i tym samym sięganie do wcześniej odkrytych obszarów muzycznych jest po prostu nieuniknione -  i wiele w tym stwierdzeniu prawdy.

Pewnego dnia, korzystając z portalu społecznościowego otrzymałem rekomendację muzyczną. Proponowano mi zapoznanie się z twórczością niejakiej Samanthy Mae Vexley. Posłuchałem zaproponowanego nagrania i muszę uczciwie stwierdzić iż byłem pod wrażeniem. Muzyka była zgrabnym połączeniem ballady, muzyki country i naprawdę niebanalnego głosu. 

Czyżby ktoś nowy i interesujący? Czyżby jakaś nieznana artystka odnalazła swoją niszę?

Próby ustalenia jakiś faktów wiążących się z tą postacią dość szybko doprowadziły mnie do stwierdzenia że nikt taki realnie nie istnieje. Samantha Mae Vexley to cyfrowy twór stworzony przez sztuczną inteligencję. 

Zrobiono wiele by stworzyć wrażenie istnienia żywej osoby. Strona na Facebooku na której fani składają słowa uznania, odpowiedzi i wypowiedzi udzielane przez "artystkę", kanał na YouTube - to wszystko kolejne elementy dopełniające układankę. 

Choć słyszałem wcześniej o istnieniu tego typu tworów, nigdy wcześniej nie zainteresowałem się czymś takim bardziej dogłębnie. A to błąd. Jest to bowiem zjawisko rozlewające się w sposób błyskawiczny. Stworzenie kolejnego tego typu .. nazwijmy to ... postaci (?) jest obecnie tak łatwe tanie, że mam świadomość iż to dopiero początek.

Brak ludzkiego pierwiastka jest dla mnie osobiście dyskwalifikujący. Mimo iż prezentowane (tu znów mam trudności z użyciem tego słowa) utwory wypełniają opis tego co "formalnie" uznajemy za muzykę (rytm, harmonię, melodykę) to jednak (jak dla mnie) świadomość uczestnictwa w oszustwie jest czymś, co nie pozwala mi patrzeć na to spokojnie.

Uważam, że to zjawisko jest przekroczeniem pewnego Rubikonu kulturowego. Tworzy ono stan w którym coś (w tym przypadku ludzka sprawczość) przestaje mieć znaczenie, a same potencjalne możliwości technologiczne stają się zabójcze. 

Doszliśmy do punktu w którym prawda twórczości po prostu nie istnieje, a rzeczywistość przestaje być tym czym była. Ja osobiście tracę poczucie jej koordynatów. Patrząc szerzej, trudno oszacować nawet zarys skutków takiego stanu rzeczy. 

Dostrzegam jednak majaczącą na horyzoncie straszliwą możliwość. Chodzi mi o tworzenie nowych nagrań realnie istniejących wykonawców. Taka pokusa jest już pewnie silna i jest tylko kwestią czasu, gdy ktoś zdecyduje się na taki krok.

Kurcząca się baza istniejącej muzyki jest przyczyną sięgania do nagranych transmisji radiowych i bootlegów - jest to powszechne zjawisko. Część tego materiału (zwłaszcza materiał pochodzący z bootlegów) będąc bardzo atrakcyjna muzycznie, jest jednocześnie bardzo słaba technicznie - nieraz w stopniu wręcz uniemożliwiającym słuchanie. 

Gdyby więc - dysponując materiałem wyjściowym spróbować "nagrać go na nowo" z użyciem AI? Zawsze można twierdzić że odnalazł się inny zapis tego koncertu ... Nikt nie byłby w stanie podważyć jego prawdziwości.

Można zresztą spreparować wszystko. Można stworzyć nagrania które zostały rzekomo zarejestrowane w studiu a które nie weszły na poszczególne płyty. To samo dotyczy nagrań z prób. Prowadzi to do tego, że udział artysty jest całkowicie zbędny. Nazwisko muzyka, nazwa zespołu stają się w tym momencie jedynie logo. Logo, pod którym można promować (a przede wszystkim sprzedawać) całkowicie dowolne treści. To byłby - jak dla mnie - koniec wszystkiego.

Od początku zapisu muzyki, pomimo rozwoju show businessu, techniki to człowiek tworzący sztukę był centralnym punktem wszystkiego. Wszystko było skutkiem działań ludzkich. Ktoś grał, ktoś nagrywał i ktoś wydawał. Obawiam się, że współczesne procesy technologiczne są w stanie wyeliminować te dwa pierwsze stadia - czyli etap będący procesem twórczym.  

Dlatego jeszcze raz powtarzam - byłby to koniec muzycznego świata jaki znamy. 

Rosnące możliwości technologiczne już teraz dają możliwości zrobienia tego w sposób praktycznie niezauważalny. Szybko zbliżamy się do punktu, w którym rzeczywistość przestanie być tym, co za ją uważamy. A najbardziej smutną konstatacją jest to, że sami do tego doprowadziliśmy 

Poczynione powyżej spostrzeżenia i uwagi dotyczące AI jedynie muskają powierzchnię zjawisk. Nie sądzę, by całościowa analiza skutków działania opisywanych procesów była możliwa. Ich złożoność i stopień integracji z dzisiejszym światem jest zbyt wszechogarniająca. Pozostaje jedynie obserwować

"Is This The Life We Really Want?"

 


Komentarze

Popularne posty